Gdzie jest Bóg?

Horror wojny na Ukrainie wgryza się w nasze życie coraz bardziej, wpływając na nasze postrzeganie ludzi, świata i… Boga.

Natrafiłem dziś rano na informację o antywojennej manifestacji we Lwowie, która polegała na wystawieniu w jednym miejscu całego mnóstwa pustych wózków dziecięcych, które upamiętnić mają ponad setkę zabitych w trwającym konflikcie dzieci. To przerażająca statystyka.

W sekcji komentarzy pod omawianym wpisem natrafiłem na pytanie pewnej kobiety: „Gdzie jest Bóg?”. Tragedie, które obserwujemy w mediach każdego dnia, zapewne wielu z nas pobudzają do podobnych refleksji, bez względu na stopień zaangażowania religijnego.

Odpowiedź na postawione pytanie przychodzi dzisiaj niezawodnie, tak jak i zawsze, w Słowie Bożym. Trudno oczywiście powiązać bezpośrednio omówione w Biblii kryzysy z trwającą wojną, ponieważ czasowa przepaść może nam podpowiadać, że kiedyś było inaczej. Nie ulega wątpliwości, że każde czasy odznaczają się swoimi uwarunkowaniami politycznymi i obyczajowymi, ale tak naprawdę możemy w kwestii Ukrainy szukać już dziś pewnych rozwiązań w Piśmie…

Trudy i przeciwności towarzyszą ludzkości od wieków i niełatwo jest znaleźć właściwe rozwiązanie, zwłaszcza, jeżeli dotychczasowe sposoby zawodzą, a wokół tyle niesprawiedliwości. W podobnej sytuacji byli Izraelici w egipskiej niewoli.

To właśnie do tych uciśnionych i być może wątpiących ludzi przemówił sam Bóg, który na pytanie o imię odpowiada: „Jestem”. Wydaje mi się, że na tym właśnie powinniśmy się skupić tego dnia – uwierzyć, że Bóg tu jest, właśnie tutaj i właśnie teraz. I działa.

Te słowa z Księgi Wyjścia przełamują nasze zwątpienia i pokusę podważania opatrzności Bożej. Tyle wokół szyderstw z Wiary oraz znieważania Jego imienia, a On przecież mówi: „Jestem”. Na przestrzeni dziejów zawsze przychodzi do swoich wiernych i wybawia ich od trudów, uczy ich pokory i wytrwałości, pomimo, że tak często się załamują. My przeżywamy to również teraz.

Jestem, który Jestem.

Wj 3, 14

Nasz Bóg nie przychodzi do nas w pięknej muskularnej formie i nie nazwał siebie wyjątkowym i mocnym imieniem, którego brzmienie będzie budzić lęk i szacunek. On po prostu zapewnia nas o swojej obecności i pewnym wybawieniu z naszych lęków. Te trudne czasy to próba wierności.

W dzisiejszym fragmencie z listu świętego Pawła do Koryntian czytamy w końcu – „nie szemrajcie”. Mamy niestety taką skłonność do nieustannego powątpiewania, bez względu na ogrom dobra, które nas otacza. Koncentrujemy się za bardzo na tym, czego nie mamy i czego prawdopodobnie nigdy nie dosięgniemy, zamiast szukać pokrzepienia w Bogu, który Jest.

Dalej czytamy: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł.”. Ileż w nas czasem przemądrzałości i pychy, że pomimo deklarowanej przynależności do Kościoła, jesteśmy w stanie zadać głośno pytanie o obecność Boga, rzucając mu niejako wyzwanie, twierdząc, że lepiej wiemy co i gdzie powinien zrobić…

Niech słowa dzisiejszej Ewangelii będą dla nas nauką tego, jaką postawę powinniśmy przyjąć w obliczu kryzysu:

W tym czasie przyszli jacyś ludzie i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar.
Jezus im odpowiedział: «Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, iż to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jeruzalem? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie».
I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”».

Łk 13, 1-9

Czasem ludzie są jak ten figowiec, który nie przynosi żadnych dobrych owoców, a jedynie wyciąga z ziemi wszystkie życiodajne składniki. Przejawia się to właśnie chociażby we wspomnianym sianiu zwątpienia w Bożą obecność, które w żaden sposób nie ukoi bólu rodziców po zabitych na wojnie dzieciach. Brak owoców u ludzi, którzy mają setki krwawych pomysłów na zakończenie konfliktu i ukaranie oprawców, a niemających żadnego planu i chęci na pomoc ofiarom i zaszczepienie w nich nadziei.

Pozbądźmy się pychy, a wzmocnijmy pokorę, która będzie główną bronią w konflikcie. Nie stawiajmy się w roli arbitra, oceniającego działania innych ludzi, a nawet Boga, ponieważ nie jesteśmy w stanie zobaczyć pełnego obrazu. Niech dzisiaj wystarczy nam, że Bóg mówi do nas: „Jestem”. To dobry początek drogi zaufania i wiary. Zamiast oczekiwać wielkich i spektakularnych efektów Bożego działania, może właśnie powinniśmy zacząć od poznania Jego obecności i zaufania mu? Może to ostatni moment na nawrócenie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s